Jakoś nigdy nie udawało mi się trafić na krakowskie imprezy z okazji św. Patryka. Nawet za czasów studenckich kiedy to największą atrakcją było po prostu zielone piwo (czyli lura ze sztucznym barwnikiem) jakoś zawsze tego dnia nie po drodze było mi do knajpy. Żeby więc podtrzymać tradycję pojechaliśmy na piwo nie 17go, tylko dzień wcześniej. Do Strefy Piwa, gdzie zorganizowana była impreza pod tytułem "Koniczynka tańczy dla mnie" - hasło, które ewidentnie jest dzieckiem internetowej kultury memetyczno-socialmdialnej (jeśli takie karkołomne połączenia słowotwórcze są dozwolone).
Był fajny, koniczynkowy wystrój (napracowali się!), było dużo dobrego piwa. I był Guiness na kranie, a jak:
 |
| fot. Kiriwina |