Zaczęło się od tego, że wybrałam się do drukarni. Co prawda mogłam wydrukować prace semestralne jakiś tydzień wcześniej przy Rondzie Mogilskim, ale musiałabym przygotować je wcześniej, nie zaś sporo po terminie - a to okazało się, niestety, niewykonalne. Pojechałam zatem na Krowoderską, a właściwie poszłam wysiadłszy (oszczędności) na Placu Inwalidów czyli na ostatnim przystanku, który mieści się na moim bilecie miesięcznym. Pogoda niezła, z roboty udało się urwać wcześniej, dużo czasu.