Otworzyłam okno, kiedy chmurom zaczęło burczeć w brzuchu; kot od razu wskoczył na parapet w oczekiwaniu na orzeźwiający powiew. Było jeszcze jasno, już bardzo weekendowo, a po wczorajszym wypadzie (skutkującym trudnościami ze zwleczeniem się z łóżka do pracy) nie wybieraliśmy się nigdzie poza własną kanapę.