Piąta rano, stacja benzynowa przy ulicy Łużyckiej. Wszyscy chyba czują się dość dziwnie, jak przed wyjazdem na kolonie: większość z nas zna tylko jedną - dwie osoby w grupie, wszyscy z plecakami, butelkami wody, podręcznymi torbami z prowiantem. Niektórzy podwożeni na miejsce przez znajomych, którzy w tym przypadku pełnili rolę rodziców odwożących dzieci na miejsce spotkania.
Różnica jest jedna: my właściwie jechaliśmy jak to zwykle w weekend na piwo (i to oficjalnie!), z tym, że tym razem musieliśmy przebyć długą i męczącą drogę. Poranek w autobusie był senny, za oknem mglisto i chłodno, ale warto było się przemęczyć. Około 13.00 znaleźliśmy się na przedmieściach Budapesztu i mogliśmy wreszcie odpocząć przy naszym ulubionym trunku.
 |
| fot. Kiriwina |