fot. Kiriwina |
Jak kiedyś powiedziała mi koleżanka o niewątpliwym talencie do lekkich i trafnych opisów rzeczywistości: "To nie jest miasto od pierwszego wejrzenia". Ano nie jest: niewielkie jak na europejską stolicę, z wąskimi uliczkami uformowanymi z niskich, prezentujących gołą cegłę kamienic, z kotłami browaru Guinnessa rosnącymi nad samą rzeką. Z urbanistyką przyprawiającą o zawrót głowy, gdzie niskie szeregówki sąsiadują z zaułkami domków jednorodzinnych a nad tym wszystkim potrafi wyrosnąć pojedynczy wysoki blok.
Zamiast opisywać historię miasta (co doskonale robi Wikipedia) podam kilka miejsc które warto odwiedzić. Pomijam oczywistości (muzeum Guinnessa, Trinity College, park St. Stephen's Green), o które i tak każdy zwiedzający prędzej czy później zahaczy.
![]() |
fot. Kiriwina |
Najwięcej o mieście można dowiedzieć się w muzeum Dublinia a o historii samej Irlandii i długiej drogi do odzyskania niepodległości - w zamienionym na muzeum więzieniu Kilmainham Gaol (widzieliście Świętych z Bostonu?*) górującym nad starą dzielnicą, w której mieści się także browar Guinnessa. Dzielnicą, która cieszy się chyba większym powodzeniem u imigrantów niż u miejscowej klasy średniej choć jest bardzo malownicza i pełna zieleni.
Kilmainham to zresztą jedno z najciekawszych miejsc w tym mieście, o typowej dla Dublina niskiej zabudowie i atmosferze małego, robotniczego miasteczka. Usiane szpitalami (ma się wrażenie, że wszystkie szpitale w tym mieście postanowiono wybudować właśnie tu), pełne drzew, małych sklepików ze wszystkim oraz wystających na rogach ulic mężczyzn mówiących z takim akcentem, że rozumie się właściwie wyłącznie przekleństwa (które, przyznać trzeba, stanowią zazwyczaj połowę zdania).
![]() |
fot. Kiriwina |
To oczywiście nie wszystko: jest jeszcze Muzeum Pisarzy, Temple Bar (choć odważni turyści piwni powinni skierować się raczej do którejś z miliona bardziej "lokalnych", mniej nastawionych na turystów knajpek), studio nagrań U2, budynki rządowe, przystań Howth i wiele innych atrakcji. Ja z całego Dublina wybieram Kilmainham jako miejsce spacerów i przemyśleń, od którego pewnie mnóstwo osób trzymałoby się z daleka.
fot. Kiriwina |
Dublin uważany jest powszechnie za jedną z absolutnie piwnych stolic, zatem nic dziwnego, że to tu browarnicy z Pinty znaleźli partnerów do współpracy. Jeszcze kilka słów o samym browarze, dzięki którego ów stout to nie tylko "Lublin", ale także deszczowe miasto Wikingów.
O'Hara's, który z pewnością jeszcze się tu pojawi, to jeden z najbardziej znanych i nagradzanych (między innymi za stouta Leann Follain) irlandzkich browarów. Znajduje się w Banegalstown w hrabstwie Carlow, a właściwie między miastami Carlow a Kilkenny. Był to jeden z pierwszych browarów, które zapoczątkowały w Irlandii modę na piwa rzemieślnicze, a rodzina piwowarów O'Hara przyczyniła się do powstania festiwalu Irish Craft Beer & Cider w Dublinie. Produkty tego browaru można znaleźć w wielu dublińskich barach - przede wszystkim Irish Stout i Irish Red, chociaż O"Hara's ma o wiele większy asortyment a w tym roku wprowadziło kilka nowych piw.
fot. Kiriwina |
Lublin to Dublin ma być robust oatmeal stoutem, można się więc w nim spodziewać przede wszystkim akcentów owsianych. Piana jest wysoka i beżowa, samo piwo ciemne i nieprzejrzyste. W aromacie natomiast wybija się kawa, choć jest też sugestia płatków owsianych.
Smak to połączenie głębi słodu i goryczy: na początku jest gęsto i raczej słodko, dalej mocno, ale nieprzesadnie zaznacza się gorycz. Lublin to Dublin nie jest bardzo owsiane, raczej karmelowe i ziemiste. Wyraźnie czuć czekoladowe i karmelowe posmaki słodu, do tego lekką nutę ziołową, dopiero po tym wszystkim: owies. Może daje to lekki niedosyt, jednak piwo jest na tyle smaczne, aksamitne i pełne że szybko się o tym zapomina. Bukiet składający się z ciemnej czekolady, kawy i ziemistej goryczy: wszystko, co powinien zawierać naprawdę dobry stout.
fot. Kiriwina |
Stout nieodmiennie kojarzy się z Irlandią. A ponieważ Dublin to poniekąd stolica polskiej emigracji wypada się cieszyć, że powstał stout polsko-irlandzki. Szczególnie, że smakowo jest naprawdę na wysokim poziomie.
*Małżonek kazał mi jeszcze dodać W imię ojca. Niestety, sama nie miałam okazji zobaczyć.
Przeczytałam i na początku nie zauważyłam linka, ale bardzo spodobało mi się zdanie, że Dublin nie jest miastem od pierwszego wejrzenia. Trafne! - pomyślałam - polać komukolwiek, kto to wymyślił! Potem zauważyłam, że to ja powiedziałam! SZOK NIEDOWIERZANIE. Bycie geniuszem o pamięci marchewki jest takie niewdzięczne, człowiek sam nie pamięta, że czasem mówi sensownie. Może to przez nadmiar irlandzkiego piwa, choć Lubin to Dublin akurat nie, bo nigdzie nam się jeszcze nie udało dostać, mimo polowań. Warto więc zapytać i jak dostanę odpowiedź w formie pisemnej, to może nie zapomnę - gdzie dostaliście?
OdpowiedzUsuńNo byłam pewna, że na to odpowiedziałam! Otóż dostaliśmy w Polsce (konkretnie we Wrocławiu - Drink Hala), w Dublinie niestety nigdzie nie widzieliśmy.
Usuń