Z ciekawszych newsów ostatnich tygodni: jakiś
słaby artykulik o tym, jak to polscy informatycy nie dość, że chodzą we flanelowych koszulach w kratę to jeszcze są chciwi i źle traktują pracodawców wywołał nieadekwatnie wielki oddźwięk. Mnóstwo osób postanowiło się tym linkiem podzielić, skomentować, powstały nawet
sążniste repliki. Niby słusznie, bo tekst nierzetelny, tendencyjny, obrażający grupę ludzi tylko ze względu na ich zawód i do tego z pewnością nieprawdziwy. Szkoda tylko, że wiele osób skomentowało go w sposób, który zasadniczo potwierdzał tezę autora i zamiast wytknięć, że pogadał on z dwoma czy trzema znajomymi i na tej podstawie wyciągnął krzywdzące wnioski pojawiały się głównie okrzyki
nam się należy
oraz elokwentnie rzucanie
butthurtem
(słowo - klucz ostatnimi czasy).
I tak oto głupotę próbuje się zwalczać głupotą, a sztuka erystyki upada. Z tej okazji przypomnę dziś piwo o muzyczno - wojennej etykiecie. I historii.
 |
| fot. Kiriwina |