Niedziela nie niedziela, nie ma spania do południa: porządny domowy kocur nie będzie czekał w nieskończoność aż puszka z jedzeniem zostanie otwarta. Różne są sposoby by otwieracz wreszcie ruszył się z łóżka: można pacać go łapką w łokieć, ocierać się o zwisającą z łóżka dłoń. biegać w kółko i wściekle drapać w szafę, wejść otwieraczowi na brzuch i ugniatać, mrucząc (przecież nie zrzuci mruczącego kicia, co z tego, że ciężki)... no cóż, wstałam, pomaszerowałam karnie do kuchni.
I tak zaczął się dzień dzięki kocurowi. Dzięki Kocourowi zaś się miło skończył, a konkretnie dzięki Samurai IPA z tego czeskiego browaru. Kocur, ten futrzasty, patrzył na butelkowego nieufnie, ale ostatecznie nie uznał go za zagrożenie.
 |
| fot. Kiriwina |